sobota, 14 maja 2011

ODCINEK 16 - MIŁE PORANKI

ODCINEK 16 – MIŁE PORANKI

Wtulona w jego ramiona budzę się, gdy pierwsze promienie słońca przedzierają się do sypialni. Marzyłam o takim poranku od dawna. Nie myślę o Karolu, nie miotają mną wyrzuty sumienia, nie chce mi się tłumaczyć z tego, co zaszło poprzedniego wieczora. Dziewczynki na długim weekendzie u babci, ja miałam zamiar wypocząć. Mam dość ostatnich kłótni przez telefon z moją drugą połówką, która swój i tak długi pobyt zagranicą chce jeszcze przedłużyć. Na kolejne trzy miesiące (to znaczy tak mi powiedział). Co w sumie daje nam pół roku. Jego argument o lepszych pieniądzach (mam to w nosie), o szansie w karierze (to mam jeszcze gdzieś indziej) w ogóle mnie nie przekonuje, a nawet więcej – odstrasza i odciąga. Brrr. Ja chcę mieć męża, który przytuli, poogląda ze mną fajny film, zrobi herbatę, a nie męża, który zorientowany na swoją karierę jest w stanie spędzić sam kilka miesięcy. Co mi daje to, że przyjedzie na święta! Wow! Aż jeden tydzień! Mam się czuć wyróżniona? He He! Dobre sobie! Pieprzę to! Mam dość! I nie zamierzam stać wtulona w kącie pokoju i czekać na jego decyzje o naszym życiu. Jeśli oczywiście to „nasze” jeszcze istnieje. Bo szczerze mówiąc to bardzo wątpię. Osobiście nie chce mi się walczyć o coś, czego sensu zupełnie nie widzę. A odległość między Polską a Australią, gdzie teraz ma lecieć mój mąż, jest stanowczo za duża.

I tak to właśnie, w przypływie mega złości, gdy już na nic, poza rzucaniem garnkami o ścianę, nie miałam ochoty, zadzwonił Daniel. Zapytał, czy nie mogłabym mu pożyczyć książki, o której kiedyś wspominałam, że mam ją w swoich domowych zbiorach.

- Jasne, nie ma sprawy – powiedziałam do słuchawki

- A czy mógłbym po nią jutro wpaść, wiem, że to weekend, ale jest mi bardzo potrzebna, a bez niej nie poruszę się z moją pracą o przodu.

- Jasne, jak chcesz możesz przyjechać nawet teraz. Jestem w domu.

I przyjechał. Przywiózł chińszczyznę na kolację. Zapaliłam w kominku, bo lubię w takie jesienne wieczory ogrzać swoje plecy ciepłem ognia.

Siedzieliśmy na podłodze i gadaliśmy o sprawach tych ważnych i tych zupełnie nieistotnych. Coś krążyło w powietrzu. Może to wino, które otworzyliśmy? Może ta muzyka Sade, która sączyła się z odtwarzacza? Może to ja? A może on? A może wszystko razem? Kto tam wie? Ciężko powiedzieć.

W każdym razie, nawet nie wiem kiedy, on mnie objął, a może ja tak blisko niego usiadłam. Nie wiem, nie pamiętam szczegółów, mimo że wracałam do tego momentu tysiące, a może nawet miliony razy. Chciałam go odtworzyć w myślach, przypomnieć sobie, zapamiętać na zawsze, ale nie mogłam. Nie wiem, czy to on dotknął mojego brzucha, gdy delikatnie podwinęła mi się koszulka, czy to ja oparłam swoje kolano na jego? Nie wiem, czy to moja głowa pierwsza spoczęła na jego ramieniu, czy to jego ręka najpierw otoczyła mnie i przyciągnęła do siebie. W każdym bądź razie tak zostaliśmy – przytuleni do siebie, zespoleni. I siedzieliśmy tak godzinę lub dwie.

Nie wiem, po jakim czasie spotkały się nasze usta. On swoimi wargami muskał moją szyję, a ręką gładził moje włosy.

- Uwielbiam cię bez granic. Uwielbiam i pragnę – szepnął do ucha i zdjął ze mnie bluzkę.

Nie broniłam się. Byłam jego. Było w nim to coś, co sprawiło, że poddałam mu się całkowicie. I bardzo tego chciałam. Pożądałam go, chciałam skosztować każdego skrawka jego ciała, poczuć, jak smakuje, usłyszeć, jak prosi o więcej. Chciałam, aby nasze ciała stały się jednością, a on zdobywał mnie kawałek po kawałku, aż osiągniemy pełnię szczęścia i wyzwolimy naszą rozkosz.

Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Sypialni mojej i Karola, ale w tym momencie nie było to w ogóle istotne, nie miało żadnego znaczenia. Położył w czystej pościeli i rozebrał do końca. Powoli, nie spiesząc się, zdjął spodnie. Nie przestawał całować. Jego język pieścił mój brzuch. Gdy z niemałą wprawą zdjął mi biustonosz, zaczął dotykać moich piersi. Ekscytacja wzięła górę nad rozumem. Niecierpliwie czekałam na dalszy ciąg wydarzeń. Palcami brodziłam po jego ciele, poznawałam i zapamiętywałam tak dokładnie, jak tylko potrafiłam. Całowaliśmy się w wirze namiętności, a nasze języki spijały soki pożądania. Zapytał, czy chcę się z nim kochać. Odparłam jednym skinieniem głowy. Wszedł we mnie delikatnie, powoli. Nasz taniec miłości dopiero się rozpoczynał. Fantastycznie to chyba mało powiedziane. Było rewelacyjnie! Jak nigdy dotąd. Najpierw spokojnie, bez pośpiechu. Potem szybko, ostro, aż osiągnęliśmy to, czego pragnęliśmy.

- Jesteś niesamowita – powiedział i pocałował mnie znowu

- Ty też – odrzekłam. Na nic więcej nie miałam siły.

- A może wspólna kąpiel?

- Czemu nie – zaśmiałam się przekornie.

Pod prysznicem raz jeszcze oddaliśmy się miłosnemu uniesieniu. Jak dzieciaki, którym ktoś wyjaśnił prawidła seksu. Tyle że doświadczenie robi swoje. Pewnego rodzaju wstrzemięźliwość przez ostatni okres, również. Nie mieliśmy sobie równych. Nie czuliśmy zmęczenia. Nic się nie liczyło.

Zasnęliśmy wtuleni w siebie. Czułam bicie jego serca. To było najważniejsze.

Zrobiło mi się bardzo zimno. Poruszyłam się i zorientowałam się, że śpię przed kominkiem. Moja głowa spoczywa na ramieniu Daniela. Hallo! Co tu się dzieje? A gdzie sypialnia? Gdzie nasz wieczór.

- Ale szybko zasnęłaś – rzekł Daniel nie przestając głaskać moich włosów

- Tutaj? – zapytałam zdziwiona

- Tutaj, tutaj – uśmiechnął się i przytulił mnie mocno

- Aha! Śniło mi się coś zupełnie innego!

- A co, jeśli można wiedzieć

- Hmm. Myślę, że to pozostanie na razie moją małą tajemnicą

wtorek, 19 kwietnia 2011

ODCINEK 15 - ZAKUPY

ODCINEK 15

ZAKUPY

Zima za pasem. Musimy zrobić jakieś większe zakupy. Kurtki na jesień, bo Kasia ze wszystkiego powyrastała, a na Basię to co po Kaśce to już nie modne. I nie chce nosić. Zołza mała. Na szczęście Aśka nie protestuje i chodzi w tym, co kupiłam jej jeszcze poprzedniej zimy. Nie urosła wiele, więc kurteczka jak znalazł. Ale buty to trzeba kupić koniecznie. No więc SHOPPING TIME J. Sylwia dołącza do nas chętnie. To super! Zawsze pięć bab to nie cztery!

Buszujemy między półkami. Asia chowa się pod wieszaki i każe siebie szukać. Mam obsesję na punkcie bezpieczeństwa i boję się, że ktoś mi ją ukradnie! Z tego powodu większość czasu spędzam przyklejona do podłogi.

- Mamo, mamo, patrz! To Kuba Wojewódzki! – Basia krzyczy przez cały sklep i nie może przeżyć, że nie ma karteczki na autograf. W zamian za to pstrykam jej zdjęcie komórką! Ktoś nieźle wymyślił dostępność aparatów w kieszeni!

Pan Kuba W. wita się z nami wszystkimi i wychodzi ze sklepu! Trzeba przyznać, że całkiem miły. Ale chyba już za stary na mnie! Choć, kto wie…

Od czasu spotkania z Danielem moje myśli są średnio ułożone. A raczej rozbrykane! Jednak przed nikim się nie przyznaję i nawet Sylwii nic nie zdradzam. Głupio mi tak jakoś mówić o innych facetach, gdy jest Karol. To znaczy jest bardzo teoretycznie. Bo praktycznie to jego obecność odczuwam tylko przy zaglądaniu na konto i regularnych wpływach wprost z Ameryki.

Brakuje mi go jak cholera, no ale co mam zrobić! Zdecydowaliśmy. To był nasz wybór, jesteśmy dorośli, to teraz trzeba zacisnąć zęby i wytrzymać. Nic nie poradzę! W ciągu dnia jakoś daję radę. Ale nie nawidzę kłaść się do tego naszego ogromnego łoża samiuteńka jak palec. Dlatego coraz częściej idę do Asi, albo ona do mnie. Czasami przychodzi Baśka. Kasi się nie zdarza, bo mówi, że to obciach. No w sumie dla licealistki spanie z mamą nie jest niczym specjalnym, a wręcz może rzeczywiście uchodzić za pewien rodzaj obciachu.

No to na sam koniec H&M. Do moich ulubionych to ta marka nie należy, ale laski szaleją. Więc żeby okiełznać jakoś te trzy małe wampiry, wchodzimy! Po godzinie wychodzimy i chyba wszyscy mamy dość. Asieńka usnęła w wózku, który został obwieszony torbami i torebkami. Na szczęście małą trochę waży, więc równowaga zostaje zachowana.

- Jeść, jeść – wrzeszczą wampirki.

- No to zapraszam na sushi – mówi Sylwia – dzisiaj ja stawiam.

Sushi uwielbiamy. Wszyscy bez wyjątku. A w Warszawie akurat tych restauracji nie brakuje. Asi wzięłam z domu słoiczek zupki, więc będzie miała coś na ciepło.

Przesympatyczny kelner podchodzi do naszego stolika.

- Czym mogę służyć

- Poprosimy menu

- Oczywiście. Podać coś do picia na początek?

- Dla mnie woda!

- A dla mnie sok jabłkowy

Dziewczyny przekrzykują się spragnione. Uciszam je i zamawiamy 2 herbaty, 4 wody, 2 soki jabłkowe i 2 pomarańczowe. I jedną colę. Dla mnie, a co mi tam!

Wybieramy zestawy, na które mamy ochotę. Gdy wreszcie po długich i nie do końca skutecznych debatach, wykorzystując swoją przewagę matki, podejmuję decyzję (autorytet formalny), która nie do końca wszystkim pasuje (Kasia) i co niektórym bardzo się podoba (Basia).

O swoich wyborach informujemy przystojniaka-kelnera, który niestety na dwie piękne kobiety (ja i Sylwia) z trójką dzieciaków, w ogóle nie zwraca uwagi.

- Chyba kiepsko z tą naszą atrakcyjnością – mówię szeptem do Sylwii.

- Podrzućmy je do innego stolika – śmiejemy się jak nastolatki!

- Witam serdecznie – ktoś podchodzi do nas, ale jeszcze w tym półmroku nie dostrzegam jego twarzy.

- Witamy! – mówi Sylwia, bo dziewczynki akurat poszły do łazienki.

- Chciałem się tylko przywitać – mówi ów postać

- A czy my się znamy? – kontynuuje Sylwia

- Znam się z tą panią – pokazuje na mnie

- Hmm – bełkocę, zupełnie nie wiedząc, z kim mam do czynienia.

- Daniel Wysocki – miło mi bardzo. Przedstawia się i podaje rękę Sylwii.

No to mamy rozwiązanie zagadki!

- Przepraszam – mówię autentycznie zaskoczona. – Nie widziałam twojej twarzy. Głos brzmiał znajomo, ale nie skojarzyłam – podnoszę się i witam się całusem w policzek.

- Dosiądziesz się? – pytam wskazując na wolne miejsce na kanapie

- Nie, nie będę wam przeszkadzał. Jestem umówiony z kolegą. Trochę się spóźnia, ale powinien być w ciągu kilku minut

- Skoro tak to wybaczam – uśmiecham się do niego.

- Hm hm… - słyszę chrząkanie Sylwii.

- Druga moja gafa popełniona w ciągu kilku minut. Przepraszam, poznajcie się. To Sylwia, moja najlepsza przyjaciółka. A to Daniel, wierny przyjaciel naszej biblioteki i fan motoryzacji.

- Miło mi poznać

- Mnie również

- Zadzwonię wieczorem, dobrze.

- Jasne – odpowiadam ze spokojem w głosie, jednocześnie cała płonąc w środku.

Przypomniała mi się naprawa auta. Daniel odwiózł mnie do domu, zaprosiłam go na herbatę, ale odmówił. Prawdziwy dżentelmen. Wziął kluczyki od mojego samochodu, żeby nie kłopotać mnie rano. Nie wiem dlaczego, ale mu zaufałam i dałam i klucze i dowód rejestracyjny. Zadzwonił w południe i powiedział, że wszystko załatwione, a auto będzie do odebrania po południu. Stąd też zapytał mnie, czy znajdę czas, aby z nim po nie pojechać! Boże!!! Gdzie tacy ludzie się ukrywali, gdy ja wychodziłam za mąż?

Dzieciaki akurat szły z Sylwią do teatru, a potem miały u niej zostać na noc. Tzn. Asia i Basia, bo Kaśka miała babską imprezę (He He, nie wierzę) i spała u koleżanki. Byłam więc wolna. Nawet Karol, który dzwoni codziennie, zapowiedział dzień wcześniej, że wyjeżdża na kilka dni do jakiegoś instytutu badawczego i zadzwoni dopiero jak wróci. Będzie pod mailem, ale połączenie na skypie może być średnie.

I tak, prawdę mówiąc, nie wiem, o czym z nim gadać tak codziennie przez telefon. Dobrze, że są dziewczynki, bo rozmowa szybko by nam się kończyła.

Daniel przyjechał po mnie o osiemnastej. Pojechaliśmy do mechanika, gdzie dokładnie przejrzał to, co zrobili, znalazł jeszcze kilka nieścisłości i panowie obiecali, że do dziesiątej to zrobią.

- Mamy więc cztery godziny czasu – powiedział

- Może w takim bądź razie mogłabym cię zaprosić na kolację. Chciałabym się jakoś odwdzięczyć.

- Nie ma najmniejszego problemu, to dla mnie pestka! No i pomogłem ci z przyjemnością. Ty na co dzień pomagasz mi w bibliotece, zawsze tak szybko mam zamówione książki!

- To u nas standard – śmieję się! – a po drugie to moja praca!

- Ok. nie będziemy się licytować. Ale kolacja brzmi super! Gdzie idziemy?

- Może kuchnia indyjska? Tutaj niedaleko jest naprawdę fajna knajpka. Z rewelacyjnym jedzeniem.

- Brzmi super! Zatem bądź moim przewodnikiem i mów, gdzie mam jechać.

- Nie ma sprawy!

I wylądowaliśmy w restauracji. Nie wiem dlaczego, ale opowiedziałam mu o sobie. O dziewczynkach, o Karolu, naszych trudnych obecnie chwilach.

Daniel też otworzył się przede mną. Jest po trudnym związku. Był z kobietą prawie osiem lat. Kochali się, tworzyli szczęśliwy związek, mieli półtorarocznego synka. Rok temu okazało się, że mały zachorował i potrzebował krwi. Zrobili wszystkie badania. Okazało się, że to nie on jest ojcem! Przeżył szok. Okazało się, że równolegle, od kilku lat w życiu jego partnerki był ktoś inny. W innym mieście, nigdy się nie spotkali. On wiedział o Danielu. Był wielokrotnie u nich w mieszkaniu, gdy Daniel wyjeżdżał w delegacje. Nie wiedział, że to jego syn. Ale po ujawnieniu wszystkiego, zaproponował Justynie małżeństwo. I uznał Maćka jako swojego syna. Daniel nie wiedział, co robić. Jak się zachować. Kochał chłopaka, ale wiedział, że jego obecność w życiu małego, może tylko niepotrzebnie zamieszać. Wysyłał więc mu prezenty na święta, urodziny, był go zobaczyć (ale tylko z daleka) i cierpiał. Ukojenie znajdował w pracy, zapisał się na studia doktoranckie i skupił się na pisaniu.

- Jakoś musiałem sobie znaleźć miejsce. Sprzedałem mieszkanie, które mieliśmy z Justyną, przeprowadziłem się do innego, bo w tamtym wszystko kojarzyło mi się z małym, z nią, z przeszłością. Teraz wychodzę na prostą. Powoli. Miałem czas, gdy zacząłem pić, ale na szczęście opamiętałem się. Teraz mam sprecyzowane cele. Wiem, co chcę. I jakoś żyję. Jest ciężko, ale najgorsze chyba za mną.

On mówił, a mi łzy zakręciły się w kącikach oczu, spływając powoli po policzkach.

- Nie płacz – powiedział i otarł swoją dłonią moją buzię mokrą od płaczu. – Takie jest życie. Było minęło. Walnęło mnie z całej siły w twarz, ale nie mam mu tego za złe. Już teraz nie mam. Jestem silniejszy. Mądrzejszy. Ostrożniejszy. Nie ma tego złego… to moja dewiza… ciężka, ale prawdziwa. Cieszę się, że wiele z tych ostatnich decyzji i tematów mam już za sobą. Teraz skupiam się na pracy i doktoracie. Dwa moje cele. Jeszcze nie jestem gotowy, żeby się z kimś związać. Za świeże to wszystko, mimo wszystko…

Rozmawialiśmy długo, może za długo. Wypiliśmy za wiele wina. Daniel samochód zostawił na parkingu i odwiózł mnie taksówką do domu.

- Może wejdziesz na herbatę – zapytałam, a on się zgodził. Nawet chyba się ucieszył.

Dobrze, że nie było dzieci. Bo nie wiem, jakby zareagowały na przyprowadzanie do domu obcego faceta i to o tak późnej godzinie.

Siedzieliśmy więc sobie na sofie w salonie i było bardzo bardzo miło. Czasami żałowałam, że Daniel jest taki porządny, że nie podejdzie do mnie, nie przytuli, nie pocałuje, nie zabierze do sypialni. Oj tak, miałam ochotę na niego. Trochę samotność, trochę alkohol, trochę brak kogoś innego do przytulenia.

Gdy wyszedł o 3 nad ranem (namawiałam go, żeby został, ale powiedział mi, że może nic dobrego z tego nie wyjść – miał może i rację, ale czasami mamy dosyć tych, co właśnie rację mają, bo wolelibyśmy, żeby byli irracjonalni), siedziałam jeszcze przez jakiś czas otulona kocem, samotna, spragniona, głodna miłości. Dobiegło końca nasze spotkanie. Byłam, jestem do dzisiaj przekonana, że gdyby nie Karol, mogłabym się zakochać w Danielu.

A następnego dnia przywiózł mi samochód pod dom (poprzedniego wieczoru już nie zdążyliśmy). Oddał kluczyki i razem z nimi torbę z croissant’ami. Zrobiłam kawę. Rozmawialiśmy bez końca. Nie chciałam, żeby czas dalej biegł. Ale zegar wyliczał minutę za minutą.

Od tej pory jest między nami coś magicznego, jakaś taka wyjątkowa nić…niby nic, a jednak tak wiele!

Tego spotkania w restauracji nie komentuję, żeby Sylwia nic się nie domyśliła. Choć skręca mnie, żeby jej wszystko powiedzieć. Ale z drugiej strony przecież nic takiego się nie wydarzyło!

To tylko niewypowiedziane zdania tak wiele robią…

niedziela, 27 marca 2011

ODCINEK 14 - KASZTANY

ODCINEK 14

KASZTANY

- Kasia, Basia, Asia – wołam z kuchni! Wreszcie udało mi się ugotować prawdziwy niedzielny obiad! Rosół z makaronem, ziemniaczki z koperkiem, filecika z kurczaka w sosie śmietanowym i buraczki. Mniam! Dziewczyny zbiegają się w tempie szybszym, a niżeli mogłabym przypuszczać.

- Fantastyczne mamuś!!! – woła Kasia kończąc zupę! Chcę więcej!

Zastanawiam się, czy nie głodzę przypadkiem tych moich dzieci! Nie pamiętam, kiedy tak ostatnio chętnie jadły! I to moją kuchnię! Wow!!! Sukces!

Drugie danie równie szybko znika z talerzy! Nawet Asia nie marudzi, jak to ona ma w zwyczaju! Uśmiechy i dobre nastroje nas nie opuszczają! Aż chce się żyć! Będąc na fali takiej euforii, wciągam się w atmosferę ogólnego rozluźnienia i proponuję wycieczkę za miasto po kasztany! O dziwo, mój pomysł nawet najstarsza i najbardziej buntownicza obecnie latorośl przyjmuje z entuzjazmem i ochotą!

No to wyruszamy! Zabraliśmy koszyki, włożyłyśmy trampki i sru do auta! W Warszawie korki są nawet w niedzielę, więc kiedy udało nam się przebić przez najbardziej newralgiczne punkty miasta, pomknęłyśmy za Wisłę!

- Jak tu pięknie – dziewczynki nie mogą wyjść z podziwu, bo rzeczywiście jesień namalowała przepiękne kolory!

- Ka, Ka – woła Asia, chcąc robić wreszcie to, po co tu przyjechałyśmy, czyli szukać kasztanów. Zaczyna więc zbierać na polnej dróżce małe kamyczki i wkładać je do buzi!

- A fuj Asiu, nie wolno – mówię i biorę małą na ręce.

Gdy podchodzimy pod aleję kasztanowców, sama zbieram zachwycona kasztany i skupiam się na wyłapywaniu jak najlepszych okazów.

Po dwóch godzinach mamy dość! Zrobiliśmy sobie nawet amatorską sesję zdjęciową w kolorowych liściach, jak niegdyś na reklamie Vizira, zanim jeszcze pan Zygmunt zaczął go reklamować!

Bagażnik mamy wypełniony brązowymi kuleczkami. Po drodze do domu planujemy kupić wykałaczki i porobić wieczorem małe ludziki! Ale frajda! Dawno tak dobrze się nie bawiłyśmy!

Wracając do Warszawy wstępujemy jeszcze do kawiarni! Zapraszam moje dziewczyny na gofry z bitą śmietaną i malinami! A niech tam! Jak szaleć to szaleć!

Wieczorem, gdy już kasztanowe buźki śmiesznych hipków śmieją się do mnie z parapetu kuchennego, robię sobie ciepłą herbatkę i włączam Dirty Dancing. Moja chwila dla siebie. Jeszcze tylko przychodzi Aśka i pyta się, czy może spać z kasztanowym bałwankiem. Zgadzam się, bo chcę, żeby jak najszybciej zasnęła. Oprócz ekipy bałwanków mamy jeszcze drużynę smurfów, zespół piłkarzy, Adama Małysza (nieco przygrubego, bo zabrakło nam żołędzi, ale za to z wąsami!), prezydenta Polski (pomysł Basi), Chopina (Kasi), Matejki (mój – nie wiem skąd mi się wziął), kilku Dalmateńczyków (to już Asia, dobrze że nie musieliśmy robić ich 101), Gleby z You Can Dance (kto to jest Gleba?, chyba nie jestem na czasie?), Dody, Szymona Majewskiego oraz Boba Budowniczego! Cudem odciągnęłam Baśkę od pomysłu zrobienia Papieża, a Kaśka myślała o Bin Ladenie. Ciekawe zainteresowania mają te moje dzieci! Nie wiem, czy już mam się zacząć martwić! W końcu jedna zadowoliła się Hanną Montaną, a druga Marią Skłodowską-Curie! To się nazywa osoba na zastępstwo!

Gdy Asię położyłam w końcu do łóżka (z sukcesem tym razem), herbata była już zimna i musiałam sobie zrobić nową. Tym razem z małym dopalaczem w postaci rumu! Szkoda, że nie ma przy mnie Karola. Kurcze, brakuje mi go! Tak po prostu! Chcę, żeby mnie przytulił, objął, żebym mogła odpocząć na jego ramieniu. Nie podoba mi się rola herosa, który może wszystko i ze wszystkim sobie poradzi. Chcę być małą dziewczynką i chcę, żeby zamknął mnie w swoich ramionach, obronił przed światem. Chcę być kobietą, która może kochać, chcę być uwielbiana przez niego. Chcę, żeby pieścił moje ciało, całował, pragnę go całą sobą.

Z myśli wyrwał mnie telefon.

- Cześć mamo! – mój głos nie brzmi do końca tak, jakbym chciała. Trudno mi ukryć smutek i żal.

- Nie, nie jestem chora – odpowiadam. Mama znakomicie wyczuwa, gdy coś jest nie tak.

- Kiedy przyjedziesz?

- W sobotę? Super! Dziewczynki się ucieszą!

- Też śpij dobrze – mówię i odkładam słuchawkę.

Mama w jakiś tajemniczy sposób wyczuwa trudne sytuacje. Wtedy dzwoni albo przyjeżdża.

- Ciekawe, czy też kiedyś taka będę – myślę sobie i zasypiam na kanapie. Tym razem moje sny są bardziej przyziemne. Śni mi się zapalenie ucha!

No tak! Moja podświadomość mnie przeraża! Kaśka budzi się z bólem swojego narządu słuchu! Nie puszczam jej więc do szkoły! Zostaje w domu i ma iść do lekarza! Czyżbym była jakimś prorokiem.

W pracy znowu przychodzi do biblioteki ten sam gość. Przystojny businessman. Ma około 40 lat, podobno robi doktorat na Politechnice Warszawskiej. Jest tutaj częstym gościem. Dwa razy w tygodniu spędza w czytelni cztery godziny i w skupieniu oddaje się lekturze i pracy. Pisze coś o inżynierii materiałowej. Dla mnie czarna magia, więc tylko przynoszę zamówione przez niego książki. Czasami rozmawiamy chwilkę o pogodzie. Czasami wychodzi na korytarz, żeby odebrać telefon z firmy lub kupić sobie kawę w automacie. Jest coś w nim takiego, że człowiek czeka na jego przyjście. Fakt, jest przystojny i to bardzo, inteligentny jak cholera, ambitny. Ale oprócz tego, ma w sobie jakiś niespotykany magnetyzm. Coś, co fascynuje i zatrważa.

Bożena poprosiła mnie, żebym została dłużej w pracy. Musiała iść do dentysty. Zadzwoniłam więc do opiekunki i poprosiłam, żeby została dłużej z dzieciakami. Kasia ma zapalenie ucha (niemożliwe!!!! Prorok ze mnie! Czekam więc na sen o wygranej w totka lub wakacjach na Dominikanie! Albo mogą być Hawaje! Bez znaczenia! Nie będę wybrzydzać!). Siedzę więc i porządkuję książki. Wieczorami tej pracy jest więcej. A z drugiej strony szybciej leci czas! W bibliotece pozostało jedynie kilka osób. Między innymi Daniel, ów przystojniak, który niestety tak skupiony jest nad swoim doktoratem, że nawet oka nie podniesie.

Przy porządkach wpadła mi w ręce książka Grażyny Plebanek „Nielegalne związki”. Wyciągnęłam więc z torebki batonika Aśki (chyba jedynie dzięki temu nieustannemu bałaganowi w niej i noszeniu wszystkiego, co potrzebne, nie umarłam do tej pory z głodu) i zabrałam się do czytania. Niezła, niezła ta lektura! Muszę przyznać! Zdrada oczami faceta! Ciekawostka! Zarazem zmuszająca do myślenia! I do kontroli!

Nawet nie zauważyłam, kiedy wybiła 20.00. Pozamykałam wszystkie pomieszczenia, włączyłam alarm, zostawiłam klucze stróżowi i powoli udałam się na parking. Moje myśli biegały nieustannie wokół Jonathana, Megi i Andrei – bohaterów książki. Cholera! Jak gość mógł zdradzać swoją żonę, jak mógł tak zafascynować się inną kobietą? A jeśli Karol tak samo postępuje? Nie! On na pewno nie należy do tego typu facetów! Jest typowym monogamistą! Zresztą! Nie będę się sama nakręcać! Nie chce mi się non stop zastanawiać, co akurat (i z kim) robi mój małżonek!

Właśnie się zorientowałam, że odpalam auto po raz trzeci, a ono nic. Milczy i coraz bardziej odpowiada posłuszeństwa! No nie! Jeszcze to! Jeszcze tego dzisiaj brakowało! Do dupy z tym wszystkim! Mam dość! Jestem wkurzona na Karola, że on gdzieś tam spokojnie sobie pracuje, podczas gdy ja muszę być cały czas na najwyższych obrotach.

Szukam nerwowo telefonu w torebce. Cholera! Zostawiłam go w bibliotece. Szybko kalkuluję w głowie, czy opłaca mi się po niego wracać do budynku (licząc znalezienie stróża, rozkodowanie alarmu, ponowne załączenie to zmieszczę się w jakiś 15 minutach, a przecież nie mam tyle czasu). Nic, zatem podrałuję na postój taksówek pieszo!

- W czymś pomóc? – słyszę znajomy głos za mną, który jednocześnie mnie przeraża jak i ogromnie cieszy! Obracam się i co? Kogo widzę?

Tak! Właśnie Daniela! Mój obiekt westchnień sprzed kilku godzin!

- Nie mogę uruchomić samochodu. Coś się stało.

- Mogę spróbować? – pyta niezwykle serdecznie

- Jasne! Będę wdzięczna! To znaczy już jestem, że w ogóle panu się chce

- Daniel jestem – mówi i wyciąga rękę

- Alicja – podaję mu dłoń, a on zbliż ją do swoich ust i delikatnie muska wargami. Kurde! Nie dość, że przystojny, to jeszcze dżentelmen! To mi się trafiło!

Przez kilka minut próbuje wprawić moje auto w ruch, ale bez powodzenia.

- Obawiam się, że mógł rozładować się akumulator

- Jasny gwint! – wymyka mi się małe przekleństwo

- Zróbmy tak. Odwiozę cię do domu, a jutro zajmę się samochodem.

- Nie nie! – kręcę głową – i tak mi pomogłeś!

- Mechanika samochodowa to moje ciche hobby, więc to dla mnie przyjemność. Jutro przywiozę potrzebne kable i wszystko będzie dobrze!

- No jeśli tak… - wyduszam z siebie, jednocześnie cała szczęśliwa, że ktoś w ogóle chce się tym zająć!

- To zapraszam do mnie! – pokazuje na czarne nowiuteńkie audi! WOW!!! Ja? Z przyjemnością!!! Jak największą! Choć mam przeczucie, że to wszystko nie skończy się na pomocy przy naprawie mojego mobilka.

czwartek, 10 marca 2011

ODCINEK 13 - NA SEN

ODCINEK 13

NA SEN

Moje ciało doskonale wtapia się w jego. Złączeni ze sobą wirujemy w rytmie miłosnych uniesień. Moje piersi pieszczone jego szorstkim językiem stają się coraz bardziej jędrne i wołają o więcej. Pośladki ocierają się o jego atletyczne uda, chłonę więcej a niżeli bym mogła. Pocałunki ogniste, pragnę go z każdą sekundą coraz bardziej. Błagam o więcej. Wymawiam jego imię, jakbym miała tym jeszcze bardziej przybliżyć go do siebie. Włosy opadają na jego twarz, czerwoną satynową pościel, czarne prześcieradło.

Jest gorąco. Mimo włączonej klimatyzacji, krople potu spływają po nas. Z wysiłku, z pożądania, z myśli szybszych niż wiatr. Koronkowa bielizna leży na miękkim dywanie, tuż koło łóżka. Miałam ją na sobie dosłownie kilka sekund. Podniósł moje ramiona i delikatnie, nie przestając całować, zdjął ze mnie różowy niemal przeźroczysty biustonosz. Całując zszedł niżej i w swoje białe zęby chwycił rąbek majtek i doprowadził je do samych stóp wywołując podniecenie na całym ciele. Moja skóra drży wciąż, a każdy skrawek ciała czeka na niego. Bawi się mną, każe czekać, czym jeszcze bardziej doprowadza mnie do szaleństwa, obłędu. Nie widzę jego twarzy, ale językiem poznaję smak ciała. Skóra jędrna, napięta na każdym mięśniu, widać efekty pobytu na siłowni. Mój brzuch, mimo że po trzech ciążach, prezentuje się nie najgorzej. Właśnie jego język penetruje obszary poniżej pępka. Chcę się z nim kochać, chcę go bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Pragnę go poczuć w sobie, zatracam się w pożądaniu.

W końcu jesteśmy zespoleni ze sobą. On delikatnie wsuwa się we mnie, czym sprawia mi nieziemską rozkosz. Odurzam się w bezkresie szczęścia. Kochamy się ze sobą jakby po raz pierwszy, jakby coś, co gdzieś wygasło nagle odżyło i wybuchło ze zdwojoną siłą. Kołyszemy się w rytmie niebiańskiej muzyki. Najpierw powoli, lekko, czule. Potem coraz szybciej, coraz mocniej. Delikatność przechodzi w ostry seks. Niczym przeciwnicy na ringu siłujemy się ze sobą. W kącikach oczu pojawiają się łzy wysiłku, łzy szczęścia, łzy spełnienia. Słyszę jego szybki oddech, przez mgłę widzę, jak wrok błądzi w otchłani, gdy finał przybliża się z każdą sekundą. Jestem dla niego. On dla mnie. Nikt już nas nie rozdzieli.

Ale miałam sen. Dobrze, że nie mówię, gdy śpię! Teraz, gdy już się obudziłam, aż zrobiłam się czerwona na samą myśl o nim! Skąd się takie sny biorą? Z podświadomości? Moim zdaniem, moja podświadomość nie miała zielonego pojęcia o takich rzeczach! Nigdy nie przypuszczałabym, że możliwe jest, abym coś takiego przeżyła. Owszem, czytałam o tym w książkach, czasami oglądałam w jakiś filmach po 23.00, ale żebym ja sama… uff…. A zatem…

Wiem, wiem, nie zaczyna się zdania od „a zatem”, ale ta sytuacja zwalnia mnie z poprawnej polszczyzny! Całe szczęście, że potrafię jeszcze logicznie myśleć i że mam chwilkę na dojście do siebie, zanim dziewczynki wstaną.

Ciekawe jednak, że bohaterem tego snu nie był Karol. Nie wiem kto, ale to na pewno nie był mój mąż. Kurcze… dziwnie się czuję… tak jakoś… Niespełniona? Zawstydzona? Spragniona?

- Mamo, moja bluzka jest cała w farbie – Basia przynosi do sypialni swoje ubranie, które wczoraj przyszykowała do szkoły i tym samym sprowadza moje ciało do pionu. Ciało i umysł. Sen ulotnił się tak szybko jak przyszedł. Pozostało po nim tylko wspomnienie, do którego wracam biorąc prysznic. Czekam z utęsknieniem na wieczór, aby móc sobie przypomnieć każdy ułamek minionej nocy. Gdzieś tam wewnątrz mnie istnieje gorące pragnienie, by sen powrócił. Bym znowu mogła zaznać podobnych pragnień, pożądań, uwzniośleń. Przynajmniej w wirtualnym świecie. Ciekawe odkąd mi to wystarcza? Masakra!!!

Ale po porannej kąpieli przyszedł dzień jak co dzień. Tyle że deszcz za oknem ustał i możemy się nacieszyć ostatkami lata! Dziewczyny niemal spóźnione wypadają z domu i biegiem podążają do szkoły. Opiekunka zadzwoniła, że będzie 10 minut później, bo jakaś kolizja na Marszałkowskiej spowodowała kilometrowe korki, a ona akurat dzisiaj wybrała się autem (a nie jak codziennie – autobusem). Czyli w związku z tą niteczką spóźnień, ja też będę w pracy po czasie. Właśnie miałam dzwonić, żeby się usprawiedliwić (dyrektorka przyjmuje spóźnienia, ale właśnie tylko te zgłoszone) (jakby to zawsze dało się zgłosić), gdy Sylwia zapukała do mnie do domu.

- Wymieniają nam dzisiaj okna na klatce schodowej w bloku. Czy mogę u ciebie przeczekać tę męczarnię i huki nieziemskie? Muszę przygotować raport, a w tych warunkach nie mogę się skupić. Tłuką się od 6 rano i przed 22 nie zamierzają przestać.

- Jesteś moją wybawczynią – rzucam się jej na szyję i śląc w przelocie buziaki, jednocześnie zakładając szpilki, tłumaczę całą sytuację. Dość zawile, bo chyba nic nie rozumie, sądząc po jej wzroku. – Zadzwonię z drogi – dorzucam i wybiegam na ulicę!

- Po co ty się tak męczysz, gdy Karol tyle pracuje – krzyczy za mną, a ja uśmiecham się do niej z dwóch pięter niżej (winda za wolno jedzie w godzinach szczytu! – Warszawa ;) !!!)

Do biblioteki docieram 10 minut przed czasem, co mi się nieczęsto zdarza! Paradoks?! Tych dzisiaj nie brak u mnie!

Praca jak praca. Mija dość szybko, bo w związku z nadejściem nowego roku szkolnego, pojawiają się tłumy nadgorliwych dzieciaków chcących jak najszybciej przeczytać zadane lektury! I tak, jeśli 30 % z nich wciąż w maju czy w kwietniu będzie odwiedzała naszą placówkę, to będzie istny cud! Na studentów to jednak można liczyć! Niezawodnie dwa razy w roku (przed zimową i letnią sesją) pojawiają się niczym mrówki faraonki i otaczają bibliotekę i wszystkie wolne w niej miejsca, ze wszech stron.

O siedemnaste jestem wykończona i marzę tylko o wyciagnięciu nóg (oczywiście w niedosłownym znaczeniu) przed telewizorem! No i może, jakby ktoś podał mi obiad! To byłby full wypas!

W domu nikt nie otwiera. Nie wiem, co jest grane, a moja wyobraźnia sięga zenitu! Rozumie się, że w samych niepozytywnych teoretycznych wydarzeniach, które mogły się wydarzyć! Otwieram drzwi i dopiero po obejrzeniu wszystkich pokoi dostrzegam na stole kartkę:

Poszłam z dziewczynkami na spacer. Obiad w piekarniku, jeszcze ciepły. Całujemy. Sylwia &Girls Co.

Czyli jednak cuda?? Co ja zrobię, jak ziści się teraz ten sen!!!???

wtorek, 18 stycznia 2011

ODCINEK 12 - SZKOŁA

ODCINEK 12


SZKOŁA


Wakacje minęły jak z bicza strzelił i czas do szkoły. Nawet trochę się cieszę, bo te dwa miesiące dały się wszystkim we znaki – zwłaszcza rodzicom, którzy z powodu wypadku Basi stali się nieobecni i mniej czasu nam poświęcali. Z jednej strony to dobrze, bo nie czepiali się każdej pierdoły, jak to oni mają w zwyczaju, ale z drugiej, brakowało mi mamy w domu. Nie sądziłam, że to kiedyś powiem, bo ostatnio (tzn. przed wakacjami) miałam dość jej nieustannego wtranżalania się w moje życie i moje sprawy! Ciocia Sylwia niby zastępowała nam mamę, ale to nie to samo. Mało kto interesował się tym, gdzie dokąd i z kim wychodzę. Tata chciał, żebym była o dziesiątej w domu, ale jak kilka razy się spóźniłam, to i tak nic nie mówił. Chyba mieli wrzuty sumienia, że tak dużo zajmuję się Joaśką! Bo i rzeczywiście siedziałam z nią non stop, ale było sympatycznie. Codziennie wpadały koleżanki i byłyśmy razem, tyle że Asik z nami. Chodziłyśmy z nią na plac zabaw i dzięki temu poznałam Olafa. Tak, bo teraz jest Olaf, a nie Kuba. Kuba to już przeżytek, prehistoria, dawno i nieprawda. Kilka razy spotkał się z Angeliką i powiedziałam mu, że jeśli tak, to z nami koniec. No i był koniec. Tyle że on zaczął chodzić z tą zołzą, a ja zostałam zupełnie sama. Do czasu Olafa. Który jest tysiąc razy fajniejszy i tysiąc razy bardziej przystojny niż Jakub.

No więc a propos Olafa (zdrobniale Olo). Ma on młodszego brata, którym opiekował się podczas wakacji. Więc podobnie jak ja. Dzięki niemu polubiłam ten czas spędzony z Asią. Kiedyś z przymusu, teraz z własnej woli. I to już nie tylko dzięki Olafowi. Po prostu zrozumiałam, że to moja siostra, a ja jestem dla niej kimś bardzo ważnym! A może to ze względu na wypadek Basi! Tak bardzo bałam się o nią! Nie zawsze było między nami dobrze, ale w końcu to jedna z najważniejszych osób w moim życiu. I najbliższych mi. Ten wypadek uświadomił mi, ile dla mnie znaczy, że tak naprawdę nie wyobrażam sobie, żeby jej nie było w moim życiu. A do niedawna wydawała mi się zupełnie zbędna! Ludzie zawsze doceniają to, co tracą lub mogą stracić! Byłam głupia!

Teraz ogólnie jakoś fajniej w domu! Mama zadowolona, mimo że bez taty. Byli razem na wspólnych wakacjach i chyba coś między nimi się poprawiło, bo wcześniej sytuacja była krytyczna. Tato wyjechał na kontrakt i wraca w grudniu. Dzwoni prawie codziennie i wiszą w nocy na telefonie z mamą. Dobrze, że mam komórkę, inaczej nie można byłoby skontaktować się ze światem.

Jutro do szkoły. Cieszę się, że w końcu spotkam dziewczyny! Większość wyjechała na obóz ze szkoły pod koniec wakacji i dopiero dzisiaj wróciły do domu! Też miałam jechać, no ale wiadomo, że w takiej sytuacji jaka nas spotkała, nie dało rady.

Chyba idę spać. W telewizji nuda, na komputerze mi się nie chce siedzieć. Nikt z ziomali nie odpowiada na smsy. A Olaf z rodzicami na jakiejś uroczystej kolacji z okazji urodzin babci! To najpierw prysznic a potem spanko! Albo nie! Lepiej kąpiel w wannie! Z pillingiem – trzeba się jutro zaprezentować przed publiką!

1 wrzesień! Wróciłam ze szkoły zaraz po apelu z okazji rozpoczęciu roku, mimo że zapowiedziałam mamie, że nie będę wcześniej niż przed 19.00. A tutaj proszę! Olaf nie może się dzisiaj ze mną spotkać, bo ma wizytę u laryngologa, a dziewczyny to szkoda gadać! Tak się skumały ze sobą na obozie, taką klikę zrobiły, że mnie totalnie odrzuciły! Dlatego też wczoraj nie odpowiadały na wiadomości! Jeszcze stoją sobie w rogu sali i perfidnie się ze mnie śmieją. Małgosia, z którą zawsze siedziałam w ławce, stwierdziła dzisiaj, że będzie siedziała z Moniką, a ja muszę sobie kogoś poszukać. Tyle że Monika siedziała z Anetą, z którą nigdy nie miałam dobrego kontaktu. Tylko jakie ja mam wyjście! A Aneta to zupełny odludek! Taka dziwna, obca, jakby nieobecna! Chyba zamieniłam z nią w zeszłym roku maksymalnie trzy zdania!

Siedzę, słucham muzy i płaczę! Jak one mogły mnie tak wykiwać! Jestem wkurzona na mamę i Baśkę, że nie mogłam jechać na ten obóz. Gdybym pojechała, ta kretyńska sytuacja nie miałaby miejsca i wszystko byłoby tak jak dawniej, a ja miałabym swoją starą „paczkę przyjaciół”. Nawet nie zdążyłam opowiedzieć o zmianach u mnie i Olafa! Dlaczego przed obozem było tak super a teraz jest beznadziejnie! Do kitu! Ale jestem wściekła!!!!

Asia weszła mi do pokoju i naburczałam na nią! Rozpłakała się bidulka! A czemu ona winna – myślę sobie! Po południu przychodzi ciocia Sylwia! Widzi moją twarz i pyta, co się dzieje. Opowiadam jej o wszystkim!
- Kochanie – mówi – one nie są w ogóle warte ciebie! Co to za koleżanki, co wypinają się na ciebie tyłkiem. Przecież doskonale znają powód, dla którego nie pojechałaś! Nie zapytały nawet o zdrowie twojej siostry! Olej je! Nie przejmuj się! A w klasie na pewno znajdzie się ktoś bardziej warty uwagi!!!
Jakoś jej słowa podnoszą mnie na duchu! Potem dzwoni Olaf i już jest dobrze! Ale następnego dnia znowu trzeba się zmierzyć z nimi, a ja znowu staję się dla nich pośmiewiskiem! Już miałam się rozpłakać… gdy nagle coś mnie tknęło… Nie, nie dam im tej satysfakcji i nie poddam się! Niech zobaczą, że nie żadne ciepłe kluchy ze mnie!

piątek, 14 stycznia 2011

ODCINEK 11 - TO NIE SEN TO JAWA - POWRÓT

ODCINEK 11


TO NIE SEN TO JAWA – POWRÓT


Moje wakacje dobiegają końca. Przeżyliśmy z Karolem swoją drugą podróż poślubną. Oczywiście nie dosłownie, ale tak się czułam. Jutro on leci w swoją stronę, a ja do Rzymu po Basię i stamtąd dalej do Polski. Już nie mogę się doczekać moich urwisów, ale też liczę każdą sekundę spędzoną sam na sam z Karolem. Jest nam tak dobrze. Było to nam potrzebne – taki wyjazd, takie pobycie tylko we dwoje, nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo. Wreszcie odzyskałam swojego męża i upewniłam się w twierdzeniu, że go rzeczywiście mam. Po czym niestety muszę go stracić na trzy miesiące. Choć osobiście powoli dochodzę do wniosku, że mogę więcej zyskać niż stracić. Sylwia rzeczywiście miała rację! Jak to ona ma w zwyczaju!

Za nią też się stęskniłam. Spotykamy się jutro w Rzymie, dokąd przylatuje prosto ze swojego wypoczynku, żeby mi pomóc z Basią! Prosto z lotniska pojedziemy do rodziców po dziewczynki! Zamierzamy spędzić tam jeszcze weekend przed przyjazdem do miasta i rozpoczęciem roku szkolnego! A niech tam! Trzeba mieć coś z życia!

Pożegnanie z Karolem raczej pozytywne. Bez tkliwych łez, bez zbędnych rozpaczy. Oczywiście smutek jest, ale jest też nadzieja, a to najważniejsze. Bo wcześniej miałam jego, ale traciłam perspektywy szansy naszego małżeństwa w przyszłości! A teraz jestem niemal pewna, że przetrzymamy to wszystko! Kocham go! Tak!!! Cholernie go kocham!!! A do grudnia jakoś wytrzymam! Zapiszę się na fitness, na basen, może zrobię jakiś dodatkowy kurs, żeby czas szybciej mijał i żeby zrobić coś w tym życiu jeszcze dla siebie. Uzmysłowiłam sobie właśnie, że nie mogę żyć tylko dla dzieci. Muszę zacząć powrotem dbać o siebie! Za mało się w moim życiu, zwłaszcza tym zawodowym, dzieje. Jeśli chodzi o wypełnienie czasu an etacie: „mama” to nie narzekam raczej! To dziwne, że faceci jakoś znajdują czas na rozwój zawodowy, że mają chwilę na ulubioną gazetę czy zobaczenie fajnego filmu! Ja filmy oglądam tylko wtedy, gdy prasuję. Też mi frajda!? Ale zastanawiam się, dlaczego tak jest? Chyba w odpowiedzi tkwi troska o naszą rodzinę, za którą jesteśmy odpowiedzialne! Ale dlaczego, jeśli oboje pracujemy, to i tak do mnie należy kwestia posiłków czy czystości w domu. Albo ja też sprawdzam, czy dzieciaki mają odrobione lekcje! W tym czasie, gdy my – kobiety się tym zajmujemy, oni oglądają mecze, piją piwo, „naprawiają” auto w garażu (swoim albo sąsiada), czytają gazety i są na bieżąco ze wszystkimi informacjami z kraju i ze świata!

A ja? Pożal się Boże!!! Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam jakieś babskie pismo, kiedy zadbałam najpierw o siebie a potem o całą resztę!

Ale teraz będzie inaczej!!! Na pewno!!! Zadbam o siebie! O umysł i ciało! A zwłaszcza to drugie po trzech ciążach wymaga zdecydowanej poprawy! Odwiedziłam ostatnio taką stronę WWW.theshapeofamother.com zdjęcia prawdziwe, bez photoshopa, bez ściemy! Kto z nas po trzech porodach, a nawet dwóch czy jednym, nie ma cellulitisu czy rozstępów, zwiotczałego brzucha, obwisłych piersi itd. Wiadomo, kwestia dbałości o siebie ma tutaj zasadnicze znaczenie! W Polsce wciąż panuje przeświadczenie, że w ciąży mogę jeść za dwóch, a im więcej się przytyje tym lepiej. Ja nie zgadzam się z tymi teoriami! Sama przytyłam sporo (20, 18 i 17 kg) i po Asi wciąż nie mogę dojść do swojej wagi! Ale już niewiele mi brakuje! Ale co tam! Trzeba coś robić w tym życiu! Także i dla siebie! Zdecydowane! Postanowione! Do roboty!!! (a z tym najtrudniej, łatwo postanowić, trudniej wykonać).

Samolot ma opóźnienie. Wylatujemy dwie godziny po czasie. Sic! Dzwonię do Sylwii, ale ma wyłączony telefon. Pewnie już leci. Jak ona znowu zadzwoni, to ja będę w powietrzu! Napiszę jej sms! Dojdzie bez względu na to, gdzie ja wtedy będę!

W rezultacie udaje nam się spotkać na rzymskim lotnisku! Uff! Przy tym tłumie ludzi można to uznać za cud! Jednak nasze lotnisko w Wawie to się nawet nie umywa! Ruch tutaj kilkakrotnie większy!

Idziemy na kawę i ciacho! Ona odpowiada z zafascynowaniem o swoich wczasach, o facetach, których poznała, o ty, jak o nią zabiegali! Oj ta to ma życie! Ja siedziałam milcząca! To nie było miejsce, aby dzielić się moimi osobistymi przeżyciami i przemyśleniami! Sylwia, jak zawsze dyskretna, nie pytała o nic, nie wymuszała! Gdzie się znajduje jeszcze takich ludzi?

Potem jedziemy po Basię i z ojcem Julii wracamy na lotnisko, aby przetransportować małą do domu!!!! Niecałe dwie godzinki i jesteśmy na naszej ziemi. Ale dobrze, mimo wszystko, być u siebie!

Mieszkanko posprzątane, zadbane! Super! Żyć nie umierać!!! Rano jedziemy do dziewczynek!!!

- Mama przyjechała – krzyczy Asia na cały dom i biegnie do mnie przytulając mnie mocno!!! A ja nie wytrzymuję i beczę jak dziecko! Ze wzruszenia, z tęsknoty, z wszystkiego razem do kupy!

czwartek, 13 stycznia 2011

Przerwa techniczna

Z przyczyn technicznych kolejny odcinek niebieskiej tasiemki zamiast dzisiaj pojawi się jutro! Przepraszamy!!!

poniedziałek, 10 stycznia 2011

ODCINEK 10 - TO NIE SEN TO JAWA cz.1

ODCINEK 10

TO NIE SEN TO JAWA

Wakacje. Wakacje. Wakacje. Nie mogę w to uwierzyć. Już czwarty dzień jesteśmy na wymarzonym i długo oczekiwanym urlopie. Każdego dnia budzę się i nie mogę uwierzyć swojemu szczęściu! Cały czas boję się, że to tylko mój najpiękniejszy sen. Ale nie! To jawa! Hurra!

Dziewczynki dzwoniły dzisiaj rano. Ogromnie zadowolone z pobytu i dziadków. Rozpieszczane poza wszelkie granice, więc nie ma się co dziwić. Ciekawe, jak później wrócą do codziennego, normalnego trybu! Ale o to będę się martwiła później. Do Baśki dzwoniliśmy wczoraj. Nie miała czasu rozmawiać, tak była zajęta plotkami ze swoją koleżanką! Przyjęłam to za oznakę, że szczęśliwa! I o to chodzi! Bo ja także szczęśliwa!!! I to jak!!! Bardzo!!! Ogromnie!!!!

Codziennie wstajemy około dziewiątej, idziemy na pyszne śródziemnomorskie śniadanie, potem baseny, plaża! Wczesnym popołudniem zbieramy się leniwie na lunch, a po nim staramy się zwiedzać, choć nie zawsze nam to wychodzi! Po takim męczącym okresie preferujemy zdecydowanie taki ospały tryb życia! Wieczorem, po pysznej i zazwyczaj za obfitej kolacji (czuję już powiększające się „boczki”) rezygnujemy z zorganizowanych zabaw i udajemy się do naszego apartamentu! Pijemy winko, fundujemy sobie romantyczne kąpiele w wannie pełnej piany i świeczkami wokół, czasami idziemy so salonu SPA i korzystamy z usług wykwalifikowanej kadry rozkoszując się masażem lub kąpielą w czekoladzie.
Będę to dobrze wspominała! To było nam potrzebne! I dopiero teraz zauważam jak bardzo!

Mój mąż mnie rozpieszcza! Na każdy kroku, na okrągło! Czasami dziwnie się czuję, bo zupełnie nieprzyzwyczajona jestem do takiej troski o moją osobę! Kiedyś tak… owszem… ale to „kiedyś” to było bardzo dawno temu!

Nawet sny mam wesołe! I jakoś ta rozłąka przestaje mi się wydawać najgorszą rzeczą na świecie! Czasami może warto poświęcić się, żeby potem móc zaznać takich przyjemności i naprawdę poczuć, że mąż cię kocha i wiele dla niego znaczysz. Bo czy takie rozwiązanie nie jest lepsze niż życie codzienne, niby razem, a jednak osobno, prawie się nie spotykając, tworząc osobne światy, z osobnymi bohaterami!

Poznajemy różnych ludzi! Z jedną parą wyraźnie się zaprzyjaźniliśmy! Nieco starsze od nas małżeństwo! Bezdzietne. Oboje pochodzą z Polski, z tym że ona ma obywatelstwo amerykańskie. Obecnie mieszkają w Turcji. Jego praca wymaga przemieszczania się (skąd ja to znam!) z tą jednak różnicą, że ona rezygnując z własnego zajęcia, podróżuje wciąż za nim. Dzięki temu są nieustannie razem!
- Coś za coś – jak sami mówią. Kiedyś nie chcieli, bali się, robili karierę, a teraz jest już za późno. Ona nie może. Kilka lat temu uległa poważnemu wypadkowi samochodowemu. Jechała bez pasów, a pędzący z naprzeciwka samochód zjechał z drogi i zderzyli się czołowo. Cudem uszła z życiem! Gdyby nie dobre duże auto, którym podróżowała, raczej nie miałaby szans. Wie, ile zawdzięcza lekarzom, którzy się nie poddali. Teraz jeździ na wózku, usunięto jej też nerkę i część narządów rodnych.
- To niesamowita osoba – powtarzam Karolowi i nie mogę się napatrzeć na Magdalenę. Nietypowa uroda, piękne oczy, niebanalne rysy twarzy! Mogłaby mieć wszystko! I miała! Grała w orkiestrze w filharmonii! Wciąż mogłaby to robić, gdyby nie praca Krzysztofa!
- Za bardzo go kocham – zwierza mi się kiedyś, gdy siedzimy w barze przy piwku! – Mogliśmy dalej podążać w nasze kariery, ale stwierdziłam, że ważniejsze jest dla mnie moje małżeństwo. Wówczas myślałam, że będę mogła grać w miastach, których zamieszkamy, ale okazało się to albo bardzo trudne albo niewykonalne. – Jedyne, co żałuję, to właśnie brak dzieci! To, że nie zdecydowaliśmy się na nie wtedy, kiedy mogliśmy! Ale chyba taka jest młodość! Staram się życie przyjmować z pokorą! I wyciągać dobrą kartę ze złej partii! Życie dało mi w kość, ale współczucie znajomych trwa krótko, potem każdy odchodzi do swoich problemów i nie ma czasu użalać się nad tobą! Miałam więc do wyboru dwie opcje. Pierwsza to rezygnacja ze wszystkich planów, z samej siebie, z własnych ambicji. Druga to walka o wszystko, o byt, o przetrwanie, o własne „ja”. I wybrałam opcję drugą!
- Jesteś silna – mówię
- Teraz już tak, ale nie myśl, że nie płaczę, że nie mam dni, kiedy wszystko wydaje mi się do dupy, kiedy nie mam ochoty żyć! Ale staram się z tym walczyć! Podróże z Krzysiem mnie wzmacniają! Ludzie w różnych regionach różnie patrzą na kalectwo! Nie zawsze cię przekreślają. Pięć lat temu, gdy już myślałam, że będę zdana tylko na męża, spotkałam pewnego człowieka, który napełnił mnie i Krzysztofa wiarą w to, że to, co niemożliwe, może się spełnić. Dzięki niemu zaczęłam pracować on-line! Dziś tworzę podkłady muzyczne do audiobooków, sama piszę, bo okazało się, że jestem w tym nie najgorsza, a nawet całkiem dobra. Współpracuję na stałe z kilkoma wydawnictwami, spotykam się ze studentami, działam w fundacji, która wspiera młode osoby po wypadkach! Jest tyle rzeczy do zrobienia! Przeprowadzki owszem, przeszkadzają w tym, ale z drugiej strony otwierają nowe możliwości i dają szansę na działanie w nowym miejscu!

wtorek, 4 stycznia 2011

ODCINEK 9 - WYJAZD?

ODCINEK 9

WYJAZD?

Jeszcze dwa dni i wyjeżdżamy. Blisko dwa miesiące spędziłyśmy z Basią we Włoszech. Kasia, Asia i Sylwia odwiedziły nas na dwa tygodnie i byłyśmy nawet kilka razy nad morzem. Ja byłam w tym czasie raz w Polsce, wówczas przyjechał tutaj Karol i opiekował się przez kilka dni Basią. Trudny to dla nas okres, bo spędzony zupełnie osobno. A teraz czekają mnie jeszcze kolejne miesiące bez niego. Ja wracam w czwartek o 17.00, a on wylatuje kilka godzin wcześniej. Jestem zła i wściekła, chce mi się krzyczeć i płakać. Jedyne, co sprawia mi radość, to coraz lepsze wyniki Basi i czekające na mnie w domu dziewczynki. Oj tęsknię za tym moim domkiem, bardzo.
- Poczta dla pani – mówi recepcjonista w hotelu. Dość dobrze po tym czasie posługuję się już włoskim. Jednak znajomość hiszpańskiego znacznie w tym pomaga. W szpitalu komunikuję się głównie po angielsku. Tak jest wygodniej, zresztą lekarz prowadzący doskonale zna ten język i nie sprawia mu problemu taki obcojęzyczny kontakt. Basia ma dzisiaj cały dzień zajęcia z rehabilitantem, więc ja mam wolne. Właśnie wróciłam od niej, zjadłyśmy śniadanie, a wieczorem wpadnę tam na kolację! Teraz z mapą Rzymu zamierzam zwiedzić kilka interesujących zakątków. Kilka tygodni temu poznałam polskiego przewodnika, który oprowadza wycieczki po Rzymie. Spotkałam się z nim dwa czy trzy razy na kawę. Dał mi informacje a propos najciekawszych miejsc, które niedostępne są dla zwykłych turystów. W wolnych dniach, taki jak ten, wybierałam się na przechadzkę i zwiedzałam te wszystkie tajemnicze kąty. Kamil w niezwykle ciekawy sposób opowiada o Rzymie, jest nim zafascynowany. Mną chyba też. Wniosek wysuwam na podstawie ilości sms-ów napisanych do mnie. Prawdziwa lawina. Że też mu się chce. Odpowiadam na co dwudziesty. I to tylko z grzeczności. Jednak chyba muszę przestać, bo po każdej wysłanej przeze mnie wiadomości, jego aktywność znacznie wzrasta.

A przecież ja mam Karola i bardzo go kocham. I tęsknię. I nie wyobrażam sobie życia bez niego. Choć to może przesadne stwierdzenie, bo przecież moje życie to niby razem z nim, ale jednak osobno. Ale co zrobić! Podobno takie czasy. Za chwilę dziewczyny pójdą na studia, a to też pochłania masę gotówki. Kasia coś przebąkuje o studiach w Stanach Zjednoczonych. Nie wyobrażam sobie, że moja mała córeczka wyjedzie tak daleko. Wolałabym, żeby została tutaj, gdzieś bliżej. Już może nawet nie w warszawie, choć to byłoby idealne, ale przynajmniej w Polsce. A z drugiej strony, szansa, zupełnie inne horyzonty. Nie chcę jej ograniczać, choć trzeba będzie nad tym jej wyborem konkretnie się zastanowić.

Sylwia chodzi podobno z Asią na pływalnię. Teraz, wędrując wąskimi uliczkami, łezka kręci mi się w oku. Jak chciałabym ją przytulić. Jak za nią tęsknię. Cieszę się, że już pojutrze będziemy już razem. Nie mogę się doczekać.

Potrzebuję kofeiny. Marzę o kawie. Takiej typowo włoskiej. Rewelacja po prostu! W przydrożnej kafejce, jakich tutaj pełno, siadam przy wolnym stoliku i rozkoszuję się wspaniałym aromatem. Zamawiam jeszcze ciastko. A co mi tam. Najwyżej pójdzie mi w biodra.
- Hej kochanie! – telefon Karola wyrywa mnie z myśli krążących po głowie
- Cześć!
- Co tam porabiasz?
- Właśnie siedzę w przytulnej kawiarence i podziwiam uroki miasta
- A kiedy będziesz w hotelu?
- Myślę, że za jakąś godzinę, może półtorej – pewnie chce zadzwonić na telefon stacjonarny, żebyśmy mogli dłużej porozmawiać. Trochę tych spraw przed jego wyjazdem jest do załatwienia.
- Ok. To daj znać jak będziesz.
- Jasne. Całuski!

Dobrze, że kupiłam włoską kartę. Karol dał mi jakiś stary telefon i przynajmniej nie muszę tracić majątku za roaming. Trzeba przyznać, że nasi operatorzy sprytnie wykorzystują możliwości zwiększenia przychodów z podróży zagranicznych swoich abonentów. A nam teraz rachunki wyraźnie wzrosły. Dobrze, że przynajmniej Karol ma służbowy telefon, za który płaci jego firma. A rozmowy (te niekomórkowe) są już coraz tańsze i można gadać godzinami. Pamiętam jak jeszcze byłam mała i ojciec mojej koleżanki z klasy i znajomy moich rodziców przychodził do nas w każdą sobotę i rozmawiał z żoną, która wyjechała jako pomoc domowa do Kanady. Sami telefonu nie mieli, umawiali się listownie albo z tygodnia na tydzień! A dzisiaj?! Internet stwarza naprawdę wiele możliwości! Nie wyobrażam sobie naszego życia bez niego. Zresztą, ja to pikuś w porównaniu z moimi dziećmi! Dla takiej Kaśki, Internet jest całym życiem. Brak sieci porównywalny jest z odcięciem ręki. Doskonale wiem, bo tylko coś nie działa w domu, zaraz, jako pierwsza, dzwoni na infolinię i zamawia gościa do usunięcia awarii. To rzecz, którą moje dziecko wykonuje bez proszenia! Z własnej inicjatywy! Samo! Aż niemożliwe! A jednak!!!!

Dłużej zszedł mi ten spacer. Do hotelu docieram prawie trzy godziny później. Wchodzę do pokoju, a tam bukiet kwiatów. Tulipany! Moje ulubione. W nich karteczka: „czekam w restauracji na rogu”. To pewnie Olek – ten przewodnik. A niech to! Muszę mu wyjaśnić, że nic między nami nie będzie! Lepiej teraz niż później, zanim zacznie robić sobie coraz większe złudne nadzieje. Wybiegam na ulicę i szybkim krokiem udaję się pod wskazany adres. Doskonale znam to miejsce, często jadam tam posiłki. Jestem nieco wkurzona i podenerwowana! Orientuję się, że zapomniałam zadzwonić do Karola! A niech to! Szlag! Zastanawiam się, czy nie wrócić i nie zadzwonić najpierw! Albo nie, lepiej pogadam teraz z tym całym Olkiem, a potem na spokojnie skontaktuję się z mężem.

Przeszukuję wzrokiem salę, ale nigdzie go nie widzę. Może już poszedł!? To chyba byłoby najlepsze wyjście! Na samym końcu, przy nakrytym stole dostrzegam znajomą twarz! Chwileczkę…. Przecież to nie żaden Olek!!!! To mój Karol!!! Co on tu robi! A jeśli spotka się z Olkiem!

- Cześć… - mówię wciąż z niedowierzaniem
- Cześć kochanie! Widzę, że dostałaś moją wiadomość! Cudownie wyglądasz!
- Yhm – wydaję z siebie niezrozumiałe dźwięki, jakbym wciąż nie wierzyła, że rozmawiam z nim twarzą w twarz
- Te tulipany doskonale pasują do twojej sukienki!
Ach to tak!!!! Teraz zagadka zaczyna się rozwiązywać! To od Karola te kwiaty! To po to dzwonił, żeby zrobić mi niespodziankę!!! I rzeczywiście mu się udało!
- Ale mnie zaskoczyłeś!
- Mam nadzieję, że się cieszysz? – pyta i patrzy na mnie słodko
- Nawet nie wiesz, jak bardzo! Już myślałam, że się nie zobaczymy przed wyjazdem!
- Nie wybaczyłbym sobie!
- Fantastycznie!!!! Nawet nie wiesz, jaką niespodziankę mi sprawiłeś – nie kryję zadowolenia!
- To co? Jemy coś, czy idziemy do twojego pokoju?
- Chyba nie jestem głodna – uśmiecham się do niego!

Kilka minut później lądujemy w łóżku i kochamy się bez opamiętania! Zasypiam wtulona w niego, a gdy się budzę, on nadal jest przy mnie! To jednak nie sen!!!! Kochamy się drugi raz, potem trzeci!

- Chyba musimy zrobić przerwę! Obiecałam Basi, że wpadnę do niej wieczorkiem – mówię i całuję go czule w usta
- Jasne! Pójdziemy razem!
- Ale się ucieszy!
- Mam nadzieję!
- Ale najpierw musisz o czymś wiedzieć!
- Ostatnia nasza rozmowa nie skończyła się dobrze, gdy zacząłeś od takich słów!
- Tym razem chyba będzie lepiej!
- To znaczy? – pytam i czekam na ciąg dalszy!
- To znaczy, że niespodzianki dopiero się zaczęły! Zmieniam plany! Teraz jedziemy do Basi, potem się pakujemy, a jutro rano lecimy na Kretę, na nasze wakacje! Tylko we dwoje!
- Przecież to niemożliwe! Co z Basią, co z dziewczynkami?
- Wszystko już załatwione
- Co z twoim wyjazdem? – nie przestaję mnożyć pytań
- Robimy tak! Wszystko już uzgodniłem z osobami najbardziej zainteresowanymi! Basia zostanie jeszcze tydzień w Rzymie u swojej koleżanki, Julii, którą poznała w szpitalu, a z którą się bardzo zżyły. Rozmawiałem już z jej rodzicami! Basię już odwiozłem do nich. Zjemy z nimi kolację, porozmawiamy!
- A leczenie?
- Przecież dzisiaj miała ostatnie zabiegi. Jutro miała wyjść ze szpitala. Lekarz zgodził się na przesunięcie terminu o jeden dzień.
- Ale…
- Kasia i Joasia pojechały do twoich rodziców! Oni już dawno chcieli zabrać dziewczynki, ale teraz trafiła się znakomita okazja!
No to teraz rozumiem, dlaczego dzisiaj nikt nie odbierał telefonu! Po prostu nikogo nie było w domu!!!
- Już kończąc! Sylwii, w podziękowaniu za nieocenioną pomoc, zafundowałem wakacje na Korsyce, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko…
- Przeciwko?? No coś ty!!! Jestem zaskoczona, że o tym pomyślałeś. Ale co z tobą? Co z twoim wyjazdem?
- Nie było łatwo, ale wymusiłem przesuniecie terminu wylotu o tydzień. Polecę tam prosto z Grecji. To właśnie jest jedyny mankament. Że ty będziesz musiała wrócić sama do Rzymu i z Basią przylecieć do Polski! Samolot macie już przebookowany.

Takie przeszkody i mankamenty to ja w życiu mogę mieć! Poproszę nawet o więcej!!! Wow! Czy to mój mąż!? Jestem ciągle w szoku! Ile to zachodu, ile przygotowań! Czyli jednak mnie kocha! Ja go też! Bardzo!!!!! Witajcie wakacje!!!!

czwartek, 30 grudnia 2010

ODCINEK 8 - NA ODLEGŁOŚĆ

ODCINEK 8

NA ODLEGŁOŚĆ


No to się porobiło. Siedzę już drugi tydzień w Rzymie, mieszkam w hotelu i codziennie od rana do późnego wieczora przesiaduję w szpitalu. Jestem zmęczona. A moja córka jeszcze bardziej. Zresztą nie tylko my dwie. W domu większość rzeczy na głowie Kasi i Sylwii. Z sympatycznych wakacji wyszedł czas pełen obowiązków i niepotrzebnych napięć. Ale kto by to przewidział!

Karol w pracy, nie dostał zwolnienia na dłużej niż trzy dni, co osobiście wydaje mi się kretyństwem! Jakby nie wiedzieli, jak wygląda sytuacja! Na szczęście przychodzi wcześniej do domu, co już jest sukcesem. Dzięki temu dziewczynki mają łatwiej. Przynajmniej Kasia może wyjść sobie ze znajomymi popołudniami. A trzeba przyznać, że postawiła się na wysokości zadania! Jestem z niej taka dumna! Kochana moja!

- Mamo, dasz mi coś do picia – Basia zmęczona ćwiczeniami próbuje zrobić sobie chwilę przerwy! Walczy dzielnie każdego dnia i coraz bardziej widać postępy. Upadek nie był taki groźny, jak się wydawało na początku. Każdego dnia dziękuję za to Bogu!

Nie zapomnę tamtego momentu chyba do końca życia, gdy dostałam telefon od opiekuna obozu. Właśnie robiłam Joasi drugie śniadanko, gdy jakiś obcy człowiek powiedział, że moja córka miała wypadek. Przede mną roztoczyły się najczarniejsze wizje. Na szczęście w tym dniu miała przyjść pani Halinka do pomocy. Gdy tylko się zjawiła w progu, od razu przekazałam jej małą i zadzwoniłam do Sylwii. Ona – trzeźwo i logicznie myśląca – kupiła mi bilet na najbliższy lot do Rzymu, spakowała, zadzwoniła raz jeszcze do organizatorów obozu, ustaliła najważniejsze fakty, zapisała mi to wszystko w notesie, wsadziła do samolotu no i poleciałam. Żałowałam, że nie może polecieć ze mną, ale wiedziałam, że tutaj jest bardziej potrzebna, zwłaszcza że nie mam co zrobić z Joasią. A na dodatek ten Karol. Gdy w końcu odebrał, miałam już po wyżej uszu tej całej sytuacji.
W Rzymie dodzwoniłam się do pana Michała, który był przy Basi. Wyjaśnił mi, gdzie mam jechać. Wzięłam taksówkę i za pół godziny byłam przy jej łóżku. Ale jej tam nie było. Miała operację, bo złamanie nogi okazało się poważne. Na szczęście kręgosłup był nienaruszony. Dziękuję! Tak bardzo dziękuję! Jakieś dobre anioły musiały mieć moje dziecko w opiece. Po kilku godzinach przywieziono Basię. Miała nogę na wyciągu, rękę w gipsie i głowę całą zabandażowaną. Ale będzie mogła chodzić, potrzebna jest długa i żmudna rehabilitacja, ale co tam! Damy radę!

Karol przyjechał dopiero po północy. Otulił mnie ciepłym kocem i zaniósł do taksówki, która pojechała do hotelu. Obiecał, że będzie czuwał przy małej. Zadzwonił dopiero rano, że Basia się już obudziła i mogę przyjechać. I tak spędzaliśmy na zmianę przy jej łóżku kolejne godziny. Wychodziliśmy tylko na posiłki do szpitalnej restauracji. Gdy zostałam w Rzymie sama, już bez niego, nasza córka była w stabilnym stanie. Później rozpoczęliśmy rehabilitację. I tak walczymy każdego dnia.

- Mamusiu, kiedy będziesz? – Asia pyta mnie przez telefon, gdy wieczorem dzwonię do niej z hotelowego pokoju.
- Już niedługo przyjedziemy – odpowiadam i tęsknota wkrada się w moje serce
- Niedługo to ile? – nie daje za wygraną mała mądrala
- Jak tylko Basia wyzdrowieje
- Ja jej pomogę wyzdrowieć – mówi, a mi po policzku spływają łzy. – Daj mi tatusia, dobrze
- Dobrze, tylko przyjedź mamusiu
- Obiecuję Misiaku, obiecuję.

Rozmawiam z Karolem dość długo. Opowiadam mu, co u mnie i Basieńki, a on odwdzięcza się ciekawostkami z domu. Cieszę się, że mam jego, że mam Sylwię, która niemal codziennie jest u nas, albo bierze dziewczynki do siebie. Muszę się jej jakoś odwdzięczyć. Widziałam na wystawie taką rewelacyjną sukienkę! Jakby uszyta specjalnie dla niej! Jutro w drodze do szpitala jej ją kupię!

Wzięłam długi prysznic, a potem położyłam się spać. Kolejny dzień padam jak mucha, idę do łóżka bez kolacji. Schudłam już chyba z 10 lub 15 kilo! Nie ważyłam się, ale widzę po ubraniach. Zresztą nie ma się czemu dziwić. Ciągły stres, nerwy, wysiłek fizyczny. Codziennie z i do szpitala chodzę pieszo. To jedyna chwila, kiedy mogę pooddychać świeżym powietrzem i nabrać dystansu do tego wszystkiego. Każdego dnia wychodzę też z Basią na spacer. Wędrujemy po szpitalnym parku, siadamy na ławeczkach, delektujemy się słońcem i trochę opalamy buzie. To chyba najprzyjemniejsze z całego dnia. Przed i po spacerze są ćwiczenia, których obydwie mamy dość! Widzę wysiłek na twarzy mojego dziecka i niewiele (poza obecnością) mogę mu pomóc. Ale jestem z niej dumna! Walczy dzielnie, borsuk mały!

- Halo – odbieram nerwowo telefon, żeby nie obudzić Basieńki, która właśnie zasnęła
- Tu Klaudia, sekretarka pana Karola, przepraszam, że przeszkadzam, ale musiałam się z panią pilnie skontaktować.
- Coś się stało?
- Nie, nic takiego. Pan Karol polecił mi zamówić dla Państwa córki jakiś wyjątkowy prezent, ale ponieważ nie znam małej, chciałam panią podpytać, co będzie najlepsze!

To się gość urządził! Jakby sam nie mógł kupić upominku dla córki! Coraz większe mam nerwy na niego! A jeszcze ta panienka, która zupełnie nieświadoma, dzwoni do mnie i żeby nie wypaść na głupią przed Karolem, pyta o pomysł na prezent! A niech się sama wysili, albo on niech się wysili! Nawet tego nie potrafi! Ciekawe, ile jeszcze będę w stanie to wszystko znosić!!! Bo chwilowo nie wyobrażam sobie przyszłości w ten sposób spędzonej! Czyli niby z mężem a jednak bez. Brakuje mi go jak cholera! Chciałabym, żeby tu był, żeby choć trochę wspierał, żeby przytulił i pocałował. Zaczynam się łapać na tym, że cieszę się, gdy portier w hotelu się do mnie uśmiecha, gdy lekarz po ramieniu delikatnie poklepuje! Oj blisko mam do zdrady! Nawet bardzo blisko! Już prawie nie widzę w tym nic złego. Czyżby takie dziwne przewartościowanie nastąpiło? Buuu, muszę to wszystko przemyśleć!!! Koniecznie!!!! Tylko kiedy?

W drodze ze szpitala! I to najlepiej dzisiaj!!! Im szybciej tym lepiej! Nie ma na co czekać, bo z tego może wyjść jeszcze coś dużo bardziej gorszego!